Miecz Przeznaczenia

By Andrzej Sapkowski

Switched over utilizing Calibre from FB2 dossier stumbled on on bookfi.org. caliber is superb, i've got checked it myself and that i needs to say that it even appears like it used to be retail.
***
Król polskiej fantasy!
Sapkowski zawładnie Waszą wyobraźnią i marzeniami.
To nie jest cykl opowiadań, to cały świat!
"Literacki fenomen lat dziewięćdziesiątych!"
Nowe Książki
Andrzej Sapkowski jest pisarzem formatu Tolkiena, choć odeń różnym, bo zdecydowanie bliższym współczesności i obdarzony gorętszym słowiańskim temperamentem.
Czytając Sapkowskiego jesteśmy zarazem gdzieś w świecie Tolkiena, na seansie u przeinaczonego Disneya, w średniowieczu, u Sienkiewiczowskiego Zagłoby, na seminarium ekonomicznym, w krainie ponurych pogańskich obrzędów, w przemalowanej na baśniową scenerii z czarnego kryminału.
"Polityka"

Show description

Quick preview of Miecz Przeznaczenia PDF

Show sample text content

Chcesz sprawdzić, czy to prawda, chcesz ryzykować, twoja sprawa. Ja po prostu uprzedzam. — Ha — odezwał się nagle włodarz Zelest, siedzący za Aglovalem we wnęce okiennej. - Jeżeli to potwory jako elfy czy inne gobliny, to nie straszne nam one. Balim się, że to coś gorszego, a, strzeżcie bogowie, zaczarowanego. Z tego, co wiedźmin prawi, to takie jakby morskie topce pławuny. Są sposoby na topce. Obiło mi się o uszy, że jeden czarodziej w mig poradził sobie z topcami na jeziorze Mokva. Wlał w wodę baryłkę magicznego filtru i było po zasranych topcach.

Mało ci było wija? Sama nie dożyjesz w tym lesie do rana. Jeszcze tego nie pojęłaś? — Nie dotykaj mnie! — rozdarła się. - Ty pachołku, ty! Jestem księżniczką, nie myśl sobie! — Jesteś głupią smarkulą. — Jestem księżniczką! — Księżniczki nie łażą related po lesie. Księżniczki mają czyste nosy. — Głowę ci każę ściąć! I jej też! - dziewczynka otarła nos dłonią i wrogo spojrzała na podchodzącą driadę. Braenn parsknęła śmiechem. — No, dobrze, dość tych wrzasków — przerwał wiedźmin. - Dlaczego uciekałaś, księżniczko? I dokąd?

No, już, prędziutko, Boholt, zanim się zdenerwuję. Ostrzegam, znam zaklęcie, za pomocą którego mogę porobić z was once wałachów. Wystarczy, że ruszę ręką. — No nie — wycedził Boholt — moja cierpliwość sięgnęła granic możliwości. Nie dam robić z siebie głupka. Zdzieblarz, odczep no dyszel od wozu. Czuję, że i mnie potrzebna będzie broń niekonwencjonalna. Zaraz ktoś tu oberwie po krzyżu, proszę waszmości. Nie będę wskazywać palcem, ale zaraz oberwie po krzyżu pewna paskudna wiedźma. — Spróbuj tylko, Boholt. Uprzyjemnisz mi dzień.

Księżniczkę… Och… Znajdź ją, Geralt… — Leź spokojnie, do diabła! Zaraz coś zmontuję i wywlokę cię. Freixenet zakasłał ciężko i znowu splunął, gęsta, ciągnąca się nitka krwi zawisła mu na brodzie. Wiedźmin zaklął, wyskoczył z wykrotu, rozejrzał się. Potrzebował dwóch młodych drzewek. Ruszył szybko w stronę skraju polany, gdzie poprzednio widział kępy olszyn. Świst i stuk. Geralt zamarł w miejscu. Strzała, wbita w pień na wysokości jego głowy, miała na brzechwie pióra jastrzębia. Spojrzał w kierunku wytyczonym przez jesionowy pręt, wiedział, skąd strzelano.

Nie rozumiesz? Za jego skórę weźmiemy więcej, niż wyciągnęlibyśmy ze zwykłego skarbca. — I to nie psując rynku drogich kamieni — dodała Yennefer uśmiechając się nieładnie. - Yarpen ma rację. Umowa obowiązuje nadal. Jest co dzielić, no nie? — Hej, Boholt? — wrzasnął Niszczuka z wozu przebierając z rumorem w ekwipunku. - Co zakładamy na siebie i na konie? Czym ta złota gadzina może ziać, hę? Ogniem? Kwasem? Parą? — A zaraza jego wie, proszę waszmości — zafrasował się Boholt. - Hej, czarodzieje! Czy legendy o złotych smokach mówią, jak takiego zabić?

Download PDF sample

Rated 4.20 of 5 – based on 15 votes