Czas Pogardy

By Andrzej Sapkowski

Tom drugi sagi o wiedźminie

Świat Ciri i wiedźmina ogarniają płomienie. Nilfgaard najeżdża na sprzymierzone królestwa. Czy spełni się złowroga przepowiednia? Ta proza pójdzie dalej w świat, już tam wystartowała. Odwołuje się przecież do tęsknot, emocji i wartości wspólnych; w swojej klasie jest znakomita i niepowtarzalna...

'Polityka'

Chandler zrobił z kryminału maralitet, powiść psychologiczną. Sapkowski podobnie - z opowieści o walkach ze smokami stworzył literaturę najwyższej klasy.

'Życie Warszawy'

Show description

Quick preview of Czas Pogardy PDF

Show sample text content

Oni tam nic nie robią — Ciri poczerwieniała lekko. -Trochę rozmawiają, i tyle. — A ty — Jaskier usiadł na trawie pod jabłonią i oparł się plecami o pień, sprawdziwszy uprzednio, czy nie ma na nim mrówek lub liszek. - Ty chciałabyś wiedzieć, o czym rozmawiają, tak? — Tak… Nie! A zresztą… Zresztą i tak nic nie słyszę. Są za daleko. — Jeśli chcesz — zaśmiał się bard — to ci powiem. — A ty niby skąd to możesz wiedzieć? — Ha, ha. Ja, miła Ciri, jestem poetą. Poeci o takich sprawach wiedzą wszystko. Powiem ci jeszcze coś: poeci o takich sprawach wiedzą więcej niż comparable zaangażowane osoby.

Wiedźmin milczał przez chwilę, patrząc na szpiega spokojnie. - Żegnam, hrabio — powiedział wreszcie. - Dziękuję za pogawędkę. Była pouczająca. Dijkstra żachnął się lekko. — Aż tak… — Aż tak — przerwał Geralt. - Żegnam. Szpieg wzruszył ramionami, wrzucił ośmiornicę do salaterki razem z widelcem, odwrócił się i odszedł. Geralt nie patrzył za nim. Przesunął się wolno do drugiego stołu, wiedziony chęcią dobrania się do ogromnych białoróżowych krewetek, piętrzących się na srebrnej paterze wśród listków sałaty i ćwiartek limony.

Bydło ryczało, owce beczały, ptactwo kwakało i gdakało. Krasnoludzcy rzemieślnicy zawzięcie walili młotkami w jakieś blachy, a gdy przerywali walenie, by way of się napić, zaczynali plugawię kląć. Z kilku punktów placu rozbrzmiewały piszczałki, gęśle i cymbały, koncertowali widać waganci i muzycy. Na domiar złego ktoś niewidoczny wśród ciżby bez ustanku daj: w mosiężną surmę. Z pewnością nie throughł to muzyk. Ciri uskoczyła przed biegnącą truchtem, przenikliwie kwiczącą świnią i wpadła na klatki z kurami. Potrącana, nadepnęła na coś, co było miękkie i zamiauczało.

Najpierw zmęczenie, pomyślała, najpierw ten paraliżujący ból w ramionach i udach. Potem zimno. Muszę podwyższyć temperaturę ciała… Stopniowo przypominała sobie gesty i zaklęcia. Niektóre wykonywała i wypowiadała zbyt pospiesznie — nagle chwyciły ją kurcze i drgawki, gwałtowny spazm i zawrót głowy podciął jej kolana. Usiadła na bazaltowej płycie, uspokoiła roztrzęsione ręce, opanowała rwący się, arytmiczny oddech. Powtórzyła formuły, wymuszając na sobie spokój i precyzję, skupienie i pełną koncentrację woli.

Wielce głupi musiałby by way ofć zbój, by means of się za dnia nad Wstążkę wyprawić. Dlatego i my nie durni. Wy samojeden jedziecie, bez zbroi ni oręża, a na wojaka to, wybaczcie, całkiem nie patrzycie, na milę to widać. Tb i może się wam poszczęści. Ale gdy nas zoczą dziwożony, konnych i zbrojnych, nie ujrzeć nam słonka zza lecących strzał. — Ha. cóż. trudna rada — Jaskier poklepał konia po szyi, spojrzał w dół, do wąwozu. - Jadę tedy sam. Bywajcie, żołnierze. Dziękuję za eskortę. — Nie spieszcie się tak — ponury żołdak spojrzał w niebo.

Download PDF sample

Rated 4.69 of 5 – based on 24 votes